Mediafun - BLOG

O autorze ↓

Wkurzony bloger – niestety działa

Kolejny ciekawy przypadek, przy okazji którego można sobie podumać nad kondycją blogosfery, współpracy marek z blogerami i budowaniem pozycji.

Nikon jestem waszą ex



Pomijając słuszność pretensji blogerki to firmy – tutaj cały wpis, kto miał racje i kto jak się zachował, uważam pomysł, aby w ten sposób dokopać marce rewelacyjnie zrealizowany.



Wykorzystanie charakterystycznego układu, kolorystyki i przerobienie sztandarowego hasła reklamowego firmy (Jestem Nikon) – genialne, brawo Segritta. To jest ten rodzaj internetowego ciosu, który łatwo może przerodzić się w większą akcję, generować memy czy też być graficzną inspiracją dla każdego niezadowolonego użytkownika. Właśnie w ten sposób mogą „komunikować” się użytkownicy i generować kolejne prześmiewcze hasła dla Nikona. Nie zdziwię się jak powstanie specjalny generator to tworzenia takich graficzek – Nikon różnymi działaniami uzbierał sobie sporą liczbę niezadowolonych klientów.

Natomiast zupełnie nie rozumiem reakcji Kominka, który jak sam powiedział, solidarnie wsparł Segrittę i również przygotował grafikę.



O ile rozumiem wsparcie przez lajkowanie, komentarze itp, to wspólne odpalenie kampanii przeciw marce przez wpływowego blogera (zwłaszcza że nie doszukałem się żadnych pretensji Kominka do samej marki) podoba mi się już mniej. Fakt, grafika pojawiła się na prywatnym profilu Tomka na Facebooku, ale to właściwie nie ma znaczenia, natychmiast zyskała mnóstwo lajków i udostępnień.

Dzisiaj i przy tej konkretnej sytuacji to pewnie mało prawdopodobne, ale w niedalekiej przyszłości ktoś może poważnie wziąć takie działania pod lupę, sprawdzić czy współpracujący blogerzy nie mają kontraktów np. z konkurencyjnymi firmami i mieć w garści kilka nienajgorszych argumentów aby udać się z taką sprawą do sądu i posądzić o zmowę i działanie na szkodę marki. Zwracam tym uwagę innym blogerom, którzy chcieliby wypłynąć na kryzysach i hejtowaniu marek – wraz z rozwojem blogosfery, rosnącymi budżetami na kampanie z blogerami do potyczek będą zaprzęgane coraz cięższe działa.

Przejdźmy dalej. Pomińmy warstwę etyczną wojenki Segritty z Nikonem i zastanówmy się czy hejt na firmę działa na korzyść blogera. Znacie jakiegoś blogera, któremu akcja przeciwko marce, nawet histeryczne tupanie nóżką, zaszkodziła. Kominek i dr. Oetker, Fashionelka kontra Schaffashoes, Podróżniccy kontra Play? Tego typu akcje wywołują sporo emocji w blogerskim grajdołku, wzbudzają zainteresowanie wśród social media ninja i u niektórych marketerów, czasem podłapią inne media – NaTemat.pl czuwa i wyłapuje praktycznie każdą taką sprawę – blogerze, chcesz być na NaTemat.pl? Trzaśnij jakiejś firmie kryzysik.

A co się dzieje z wizerunkiem i rozpoznawalnością blogera? Pewnie przez jakiś moment wzbudza negatywne emocje i prawdopodobnie może zrazić do siebie niektóre marki. Trochę traci, ale według mnie więcej jeszcze więcej zyskuje. Podobnie jak jest z blogiem Kasi Tusk – wszyscy o nim słyszą i czytają (ostatnio zdjęcie ze ściętą brzozą jest na tobie) to niewielu tak naprawdę było kiedykolwiek na tym blogu – wszyscy jednak wiedzą, że jest to najsłynniejsza polska blogerka.

Marka blogera niesie się w świat i nawet po takiej potyczce mało popularnego blogera z firmą po jakimś czasie w głowa odbiorców zostaje hasło „popularny bloger”, „słynny bloger”, „bloger który może dokopać” itp. A jeśli bloger oprócz wywoływania kryzysów i tupania nóżką potrafi również profesjonalnie pracować z markami, to tak naprawdę lista potencjalnych reklamodawców w perspektywie czasu według mnie wzrośnie. Raz na jakiś czas bloger musi więc mocno przypieprzyć, aby o nim pamiętano. Zgadzacie się?

Pokreślę tylko, pomińmy na chwilę w tej dyskusji etyczny aspekt takiego postępowania. Chyba nienajgorszym przykładem będzie w tej sytuacji Fashionelka – przypomnę wystąpienie Natalii Hatalskiej podczas Blog Forum Gdańsk 2012, w którym przy okazji raportu rozpoznawalności blogerów wśród reklamodawców Fashionelka się pojawiła właśnie w tym kontekście:



Jest to więc całkiem skuteczna (niestety skuteczna – co podkreślam również w tytule tego wpisu) droga do zdobycia rozgłosu. Na szczęście nie jest jedyną i wcale nie jest najlepszą – ale to bloger wybiera i potem bloger musi mieć jaja, aby wizerunek zbudowany na kontrowersji utrzymać, a to nie jest łatwa sprawa.

W trakcie, gdy pisałem ten wpis dyskutowałem na Facebooku z Arvindem Juneją – podsunął też kilka słusznych argumentów – zajrzyjcie tam.

Disclaimer: Wpis dotyczy Nikona, więc dla jasności sytuacji warto aby wspomniał, że uczestniczyłem całkiem niedawno w kampanii Jestem Blogerem dla tej marki, nawet pstrykam fotki Nikonem V1 (sam wybrałem ten model, ale nie polecam) i to na razie tyle jeśli chodzi o Nikona, może w wolnej chwili, jak trochę kurz opadnie skrobnę parę zdań.
Trwa ładowanie komentarzy...